Uwagi końcowe
Życie było na początku tylko żywą śmiercią, martwą ewolucją.
Nagle obudzoną wibracją, ruchem, prądem bardziej biernym niż aktywnym,
nieświadomym.
Świadomość to aktywność. To nie sen, który był na początku, to nie epoka snu.
Aktywny prąd życia schodzi czasem w bierność, poddanie się fali. To medytacja.
Zombie, droga w tył, martwe życie bez granic, gasnąca świadomość.
Żywy trup, droga donikąd, poza, świadomość oderwana od źródeł.
Może się zacząć, gdy stracimy stary grunt pod nogami i zaczniemy przenosić się
na dobre do maszyn, szukać nowych sposobów rozmnażania. To autoewolucja. Ogromna siła zamiast podlegania ograniczeniom, czy to zewnętrznym, czy to wewnętrznym.
W ziarnach osnowy krzyż do dźwigania, życie podróżujące, staro-nowe,
w bierności i aktywności zakotwiczone, ruch w pełni energii i form,
Bogowie i pokolenia.
By wiedzieć i czuć i myśleć o sobie życie używa być może praw materii martwej
(cząstki splątane na przykład).
Bóg to wspólny umysł. On rodzi się i umiera, może być różnego typu.
W tym znaczeniu namiętności są tym, co nas łączy.
Są naszymi pierwszymi biernymi Bogami, prawie jak Zombie.
W swej niezależności i samoświadomości jestem odszczepieńcem.
Mam wolę.
Rozum to aktywny Bóg, nasz nowy wampir.
Oczywiście można uznać za Boga siebie, ale to jeszcze jedno opętanie.
