„Beskid”

 
Tęsknię za górami, kłaniają się smreki
lecz mój wyjazd w Beskidy jest jeszcze daleki,
pięćdziesiąt lat już chodzę po górach
„siadły” trochę nogi, już nie ta postura,
minęły lata, zatarła się granica
kiedy drgało serce na góralek lica,
najpierw do Iztebnej, koło Kubalonki
by w obejściu Marchwiców odpoczęły członki,
rano na Baranią, przez las na Stecówkę
przy spalonym kościółku pochylić swą główkę,
zobaczyć źródła skąd Wisła wypływa,
jest to trochę trudne bo z Nią różnie bywa,
czasem przejdziesz nawet suchą nogą
kiedy dobre duszki przejść Tobie pomogą,
są takie chwile, gdy źródła wnerwione
i Twoje przejście jest bardzo zmoczone,
zaraz Czarnym Szlakiem spojrzysz w rozlewisko
bo Biała i Czarna wnet Rzeka Panisko,
już jest Zameczek z Marszałka wspomnieniem,
historia nam mija jakby z oka mgnieniem,
o krok Andziołówka, kościółek z ołtarzem,
z prawej strony cmentarz gdzie górale chowani
zasłuchani w echa błądzące od grani,
grób Pana Kukuczki, potężna postura,
pokochał On góry i zginą w tych górach,
droga na Koniaków, prawie rzut kamieniem,
wydziergane cuda robione z natchnieniem
dla Królowej Anglii, góralki Janeczki,
czepce, kołnierzyki, piękne koroneczki,
jeszcze trochę marszu jest góralska chata
siedziba Pana Brody – Góralskiego Brata,
tam muzyka zawsze już w obejściu stoi
gdzie nawet „ceper” śpiewać się nie boi,
Józef zerwie listek, wyda trochę nutek
ze stanie Ci radość, a odejdzie smutek,
grałem u Józefa kiedyś na fujarce,
teraz bym nie zagrał, już staruszki palce,
tym się nie przejmuję gdy ranek zaświta

powróci melodyjka, gdy jest … okowita,
jest Brenna i Wisła, że schroniskiem Stożek,
ja to wszystko kocham mój Góralski Boże,
jestem tego pewien, przyjdzie chwila taka,
że jeszcze pochodzę po beskidzkich szlakach.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


cztery + trzy =