345
Zapomniana zbrodnia w żywej zieleni namiotu
Mchu poduszki zaplamione kroplami krwi i potu
Choć wciąż ciepłe, para się z nich unosi
Po zamieszaniu opadają liściowe pióra śmiertelności
Kruchość połamanych gałęzi i trawa zmierzwiona
Naznaczają polanę, na niej natura została pochowana
Powoli się wykrwawiając, zgwałcona brutalnie
Swój długi i cudowny żywot zakończyła marnie
Natury zbezczeszczone łono, z sukienką zadartą
Przydepnięte stopą cywilizacji, betonową i martwą
Zimny obelisk zwycięstwa, na bitwy polance
Postawiony po zwycięstwie, natura marne miała szanse
Lecz walczyła do końca, pokazując jaką siłę posiada
To nie wystarczyło, pod naporem zimnego żelaza upadła
Teraz tylko pozostałości jej łona świadczą że była tutaj
Przyklękam, łapie ją za dłoń i szepce: Nas nie opuszczaj
Wierzę że gdzieś Cię odnajdę, i tu też wrócisz
Pokonasz beton i żelazo, udowodnisz że Ty tu rządzisz
W to wierzę, o tym marzę, choć teraz powieki zamykam
Zasypiam, umieram i razem z naturą stąd znikam
Procjon 01.02.2007
