„Abstrakcyjne politycznie”

„Abstrakcyjne politycznie”

„Richard”

– Antek! Daleko jeszcze?
– A jo wym. Tu jest Edukacji, kaś to tu musi być! – odrzekł Frankowi Antek.
– Pieruna! Że Rysiek musioł sie tu kajś szwendać.. – westchnął Franek.

Przechadzając się wzdłuż ul. Edukacji dotarli do skrzyżowania przy którym niegdyś stał szpital.
– Ty, zobejrzyj! Tu kiedyś stoł ten, no szpital, szpital europejski! – wydusił Antek
– Antek! – Franek prostuje kolegę – Nie europejski, zgupiołeś! Wojewódzki to był.
– Aaa.. a kaj łon teraz jest? Wyburzyli go? – pyta Antek
– Ni ma. Zburzyli. Stawiajom se tu teroz stadiony! – wykrzyczał wręcz Franek ze złością.
– No ja.. ale tu ani krzesełek, ani obejścia nima. Nikt tu się nie bałęto.. istno cisza przed burzą. Ino okno wstawili..
– Czytołech, że już dwa lata tymu zabrało im kasy na murawa. No i tak moloch stoi..
– … dobra! – rzekł Antek po chwili ciszy i namysłu. Idymy dalyj! – i skręcili w stronę ulicy Filaretów, przy której niegdyś Rysiek mieszkał.

Po krótkim spacerze Antek rzekł:
– Franek, zobejrzyj, to tutej!
– A tam fandzolisz.. – odburknął Franek.
– Choć, zobejrzyj som! – krzyknął Antek kierując się w stronę jednego z bloków, ku klatce schodowej.
Po chwili dobiegł i Franek:
– No rychtik! Pisze Riedel! To tutej mieszkoł!
– Poczekej ino, spytom sie tej dziołchy, może to tu kajś jest.

Antek podchodzi do sympatycznie wyglądającej blondynki z ślicznymi długimi włosami.

– Przeproszum Cie, kaj tu jest pomnik Riedla?
– Kogo? – odpowiedziała Dziewczę, zupełnie zdezorientowana.
– Riedla! Ryśka Riedla! – wykrzyknął Antek.
– Nie wiem! A kto to był w ogóle?
– Ło matko! Nie wysz kto to Rysiek Riedel?
– Nie wiem. Nie słucham tej waszej śląskiej wiejskiej muzyczki – odpowiedziała zdenerwowana blondyneczka.

– I co teraz? – rzekł Franek, który podszedł do pozostawionego na środku placu swojego kolegi.
– Jo już mom dość. – odrzekł zmęczony Antek – Choć idymy pogadać z Indianami, w ulubionym miejscu zabaw naszego Rysia. Siądymy se na ławce, dychnymy, i jakoś kanapka se zjymy.

I wyruszyli do położonego nieopodal tzw. Parku Północnego, ulubionego miejsca zabaw Richarda. Usiedli sobie na ławce i wspominali ulubione zabawy, które organizowali w tym parku. W między czasie zjedli zabrany ze sobą z domu prowiant. Później przeszli cały park w poszukiwaniu pomnika, pytali napotkanych ludzi, ale oni kierowali ich na cmentarz. O pomniku nie słyszeli. W końcu przystanęli, Franek rzekł:
– Teroz to bych sie napił piwa.
– Ja… a co z tym pomnikiem naszego Richarda? – westchnął Antek.
– Poszukomy. Ino trzeba płyny uzupełnić! – zażądał wyraźnie Franek.
– To kaj idymy? – spytał Antek.
– Pod Jesiony! – wykrzyczał z radością Franek.

I kiedy w końcu tam trafili, zmęczeni ale szczęśliwi, mogli znów sobie odpocząć w znajomych klimatach, przy złotym napoju powspominać.

Po trzech kolejkach postanowili iść szukać dalej. Wyszli przed knajpę, przekonani, że to musi gdzieś tu być i zaczęli szukać. Szukanie zaprowadziło ich na dworzec kolejowy. Antek ze zmęczenia rzekł:
– Franek, wracomy?
– No ni mogymy! No ale jo już też jest zmęczony. Ledwo dychum. Poczekej, zobejrza nasz cug. Teroz to często kursują ponoć.

Franek poszedł sprawdzić. Pociąg właśnie im przed chwilą odjechał. Wrócił do Antka ze złymi wieściami.

– Nie zgadniesz co sie stało. Pierun nom odjechoł. A co gorsza, te pieruńskie dziady teroz puszczajom go co godzina! I to za granica, do Sosnowca! – wyraźnie zirytowany zakomunikował Franek swojemu koledze. – Ty, patrz! Katowice pisze! Jadymy! – Szybko się zerwali i wsiedli do, tym razem zielonego, autobusu, który miał ich zawieźć do Katowic. Po drodze mijali m.in. Urząd Miasta. Kiedy już autobus ruszał, nagle Franek, który siedział bliżej okna, zerwał się, i wykrzyczał prawie na cały autobus:
– Antuś! Zobejrzyj! Richard! – i pokazał palcem na pomnik, stojący za przystankiem, a że była późna pora, ledwo widocznym. I tak zaniemówili. Obok siedzący młodzieniec rzekł:
– Panowie, jaki Richard?
– Richard Riedel! – odpowiedzieli chórkiem. – To był wokalista Dżemu, nasz przyjaciel – dorzucił Antek.
– Nie wiedziałem. Kiedyś tylko czytałem w gazecie, że postawili go tu, bo podobno z tego przystanku odjeżdżał do Katowic..

I tak w zdumieniu opuszczali miasto, w którym tyle lat Rysiek mieszkał, które ich Przyjaciel na każdym kroku promował i się go nie wstydził.

– Ale przecież Rysiek zawsze z nami na koniach jeździł do Katowic.. – rzekł po długiej ciszy Antek.
– I z Bladymi Twarzami.. – dorzucił Franek.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Blogger.com
  • Flaker
  • Blogplay
  • co-robie
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Kciuk.pl
  • Live
  • Pinger
  • Poleć
  • Sfora
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik
  • email
  • Dodaj do ulubionych
  • Drukuj
The following two tabs change content below.

Autor_Nieznany

Ostatnie wpisy Autor_Nieznany (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


jeden + = pięć